Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2016

podwójnie dyniowa pieczeń

Dziś chcę Was zachęcić do spróbowania mojego eksperymentu z dynią. Pora jest na to jak najbardziej odpowiednia, a znudzenie zupą dyniową spowodowało poszukiwanie nowych rozwiązań. Co prawda mąż na pomysł pieczeni w dyni zamiast tradycyjnych mielonych skrzywił się i zapowiedział kategorycznie, że zje samo mięso a dyni nie tknie, jednak po spróbowaniu zmienił zdanie i zostawił same dyniowe skórki.

Składniki:
Niezbyt duża dynia (moja miała 55 cm średnicy i 1,7 kg),
0,5 kg mięsa mielonego (łopatka lub inne niezbyt chude mięso, tłuszczyk spowoduje, że pieczeń nie wyjdzie sucha - można też połączyć np. szynkę i boczek, nawet wędzony - danie będzie bardziej wyraziste),
3 ząbki czosnku,
białko lub całe jajko,
3 łyżki masła,
200 g żółtego sera,
przyprawy: tzw. przyprawa do mięsa, curry, pieprz cytrynowy.

Mus:
3 jabłka
3 łyżki sosu sojowego

Dodatki:
sos balsamiczny,
prażone pestki dyni

Dynię myjemy i odcinamy "pokrywkę", następnie łyżką wyjmujemy miękkie wnętrze z pestkami. Pozostałe składniki mieszamy - mięso mielone, przyprawy, przeciśnięty przez praskę czosnek, jajko, miękkie masło i tarty lub krojony w kostkę ser. Jeśli nie lubicie takich zbitych pieczeni jak np. rzymska można dynię nadziewać warstwowo, kładąc na każdej części mięsa plastry pomidora lub np. cebuli. Ja tego nie zrobiłam, żeby porcje się nie rozpadały. Nie zrobiłam też jeszcze jednej rzeczy przed zrobieniem zdjęcia - może ktoś zauważy :)



Kiedy dynia jest już nadziana nakładamy wieczko z dyni i przybijamy je wykałaczkami, bo inaczej mięso może zacząć uciekać bokami zrzucając pokrywkę. Taką dynię układamy na podstawce od naczynia żaroodpornego lub blaszce i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 150°C na około 1,5 godziny, po tym czasie zdejmujemy pokrywkę i jeszcze około 5 minut dopiekamy, żeby ser w mięsie fajnie się przyrumienił.


Kiedy pieczeń siedzi w piekarniku możemy przygotować mus - najprostszy chyba z możliwych - obrane jabłka pokrojone w kostkę mieszamy z sosem sojowym i pod przykryciem dusimy aż jabłka się rozpadną. Można, a nawet należy go lekko podlewać wodą, żeby się nie przypalił i nie był za gęsty. Jeśli nie macie czasu na czekanie aż jabłka same się rozpadną - polecam blender :)


Talerz dekorujemy sosem balsamicznym, układamy cząstkę krojonej jak tort dyni, dodajemy mus, posypujemy pestkami i podajemy :) Voilà!

sobota, 23 lipca 2016

papryka faszerowana

Nastała niewątpliwie najlepsza pora na paprykę faszerowaną. Pomijając już samą cenę za paprykę, szczególnie niską w tym okresie, należy zwrócić uwagę na wyjątkowy aromat tego warzywa. Zimowe nigdy nie dorównają letnim. To samo jest zresztą z pomidorami i wieloma innymi warzywami. Danie jest bardzo proste w wykonaniu, prostsze nawet niż mielone, bo nie trzeba nic kształtować, smażyć, ani odwracać.

Proporcje dla 4 osób:
4 średnie papryki czerwone (oczywiście mogą być też inne, jeśli wolicie),
0,5 kg szynki lub łopatki wieprzowej (mielonej),
1 cebula,
1 jajko,
3 łyżki bułki tartej,
sól, pieprz - do smaku,
350-400 g koncentratu pomidorowego (2 słoiczki),
3 szkl. wody.


Na początku myjemy paprykę i wyciągamy gniazdka wraz ze wszystkimi pestkami - zostawiamy tylko od strony ogonka dziurę, ale reszta papryki powinna zostać w całości. Następnie obieramy i drobno siekamy cebulę - tę lekko prószymy solą lub cukrem, żeby zmiękła i puściła sok. 


W misce mieszamy mięso z jajkiem, bułką tartą, solą, pieprzem i cebulą. W garnku (wybierzmy taki, żeby nam akurat zmieściły się papryki "na stojąco" i nie przewracały się) mieszamy koncentrat pomidorowy z wodą - pamiętajmy również o posoleniu tego sosu. Na koniec łatwizna: dzielimy mięso na 4 części i wkładamy każdą z nich do papryki, te do garnka z sosem i pod przykryciem (uważajcie, żeby nie kipiało!), na niewielkim ogniu, gotujemy 1-1,5 godziny. Równie dobrze można ostatnią fazę zrobić w piekarniku - zupełnie jak z gołąbkami - jedni gotują, inni pieką. Ja najchętniej jadam z ziemniakami, ale równie dobrze można tę paprykę podawać z ryżem czy nawet na szybko - z chlebem. Smacznego!



niedziela, 20 marca 2016

zupa fasolowa na wędzonce

Dziś przyszła pora na fasolową. Oczywiście można ją robić na setki różnych sposobów, sama też nie trzymam się jednego przepisu, ale dziś opowiem o fasolowej na wędzonce. Na wędzonych kościach dokładniej. Ciężko je dostać, a sieciówki zazwyczaj nie mają ich w asortymencie, można je jednak czasem upolować w wędzarni Intermarche. Jeśli nie macie tyle szczęścia w polowaniu, można oczywiście zupę ugotować na boczku, żeberkach, baleronie czy innej wędzonce. Nawet na kiełbasie :)

Składniki na ok. 8-10 porcji:

1/2 kg wędzonej kości (z dużą ilością mięsa),
3 szklanki fasoli jaś (suchej),
2 marchwie,
3-4 ziemniaki,
cząstka selera, pietruszka, por,
2 cebule,
4 ząbki czosnku,
sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy,
garść majeranku,
woda ;)

Fasolę zalać wodą i pozostawić na dobę by nasiąkła. Pamiętajcie, że trzeba jej dać dużo wody, bo fasola pęcznieje 2-3 krotnie. Jeśli nie macie czasu na namaczanie, to niestety będzie się gotowała bardzo długo. W lekko osolonej wodzie należy ją ugotować do miękkości. W osobnym garnku gotujemy wywar na kości lub innym wędzonym mięsie, dodajemy liść laurowy, ziele, angielskie, kilka ziaren pieprzu i sól. Trzeba pamiętać, że wędzone mięso jest słone, więc ostrożnie z tym soleniem. Zawsze można dosolić gotową zupę, gorzej w drugą stronę. Wszyscy wiemy co się dzieje, kiedy zupa jest za słona... Do wywaru po ok. 40 min. gotowania dodajemy marchew, pora, selera i pietruszkę. Ja gotuję je w całości i kroję (prócz pora i selera) po odcedzeniu, ale można od razu pokroić je w kostkę do gotowania. Tak robię z ziemniakami, cebulą i czosnkiem, gotuję je jednak osobno i dorzucam później do zupy razem z wodą w której się gotowały. A wszystko dlatego, żeby łatwiej było wydobyć kość by obrać ją z mięsa. Nie lubię, kiedy pałętają mi się tam pokrojone warzywa. Ot taka przypadłość, podobno można to leczyć...


A więc mamy w jednym garze ugotowaną fasolę, w drugim wywar z warzywami, w trzecim ziemniaki z cebulą i czosnkiem. Sama się dziwię jak można tak sobie komplikować, a jednak... W każdym razie gotowanie fasoli w osobnym garze ma mocne uzasadnienie - wymaga innego czasu gotowania. Nikt przecież nie chce jeść rozgotowanego mięsa z papką warzywną i twardą fasolą ;). Odcedzamy wywar, obieramy kość z mięsa, warzywa kroimy. Łączymy zawartość trzech garów, mięso i pokrojone warzywa, i dodajemy majeranek. Najlepiej jeszcze z pół godzinki pogotować zupę, żeby się "przegryzła".  Smacznego!


sobota, 12 września 2015

galantyna, czyli kurczak nadziewany

To jeden z moich ulubionych smaków z dzieciństwa, a ponieważ dorastałam w czasach niezbyt sprzyjających rozwojowi wielkich talentów kulinarnych przez zwyczajny brak dostępności wielu produktów, to uznać to danie można za mistrzostwo sztuki kulinarnej. Kurczaka nadziewanego robiła zawsze moja babcia, przygotowanie go pewnie zajmowało jej pół dnia, za to efekt był zawsze rewelacyjny - niebo w gębie! Z uwagi na inne tempo obecnego życia przepis trochę zweryfikowałam, ale wskażę te różnice, gdyby ktoś miał potrzebę robienia dania w tradycyjny sposób.

Składniki są po prostu banalne:
2 tylne ćwiartki z kurczaka + 1/2 kg mięsa z kurczaka (bez kości)
[w przepisie Babci był to cały kurczak, łącznie z podrobami]
2 podwójne wątróbki drobiowe
[tego nie trzeba, bo w całym kurczaku było wszystko]
1/3 szklanki mleka,
1/3 szklanki bułki tartej,
50-75 g masła,
pęczek zielonej pietruszki,
garść majeranku,
sól.


Najtrudniejsze zadanie czeka nas na początku przygotowywania potrawy - umyte i osuszone ćwiartki kurczaka należy pozbawić kości, zostawiając skórę przy mięsie (jak się oderwie tragedii nie będzie). Nie róbcie tego nożami, no chyba, że jedynie wspomagając się nimi. Najlepiej mięso odchodzi od kości pod palcami, a jedynie przy ścięgnach trzeba się wspomóc nożem (choć Babcia obierała dłońmi całego kurczaka). Na ścierce lub folii układamy mięso skórą do dołu, po czym luźne kawałki mięsa (+ część z dodatkowego mięsa bez kości) rozkładamy równomiernie na skórach i solimy. [W wykonaniu Babci cały kurczak był od wewnątrz pozbawiony kości, a skórę na szyi i kończynach zawiązywało się tak, aby stworzyć "worek" na nadzienie. część mięsa ze środka i podroby należało odłożyć do zrobienia nadzienia.]


Część mięsa, wątróbkę i pietruszkę przeznaczone na nadzienie należy zmielić, mleko zagotować i zaparzyć nim bułkę tartą - dokładnie wymieszać i dodać masło, po czym połączyć z resztą składników do nadzienia, dodać majeranek, posolić do smaku i dokładnie wymieszać. Takim farszem posmarować mięso, zawinąć i włożyć do blaszki dbając o to, żeby skóra na wierzchu pokrywała całą naszą pieczeń (pod spodem to już nie ma aż takiego znaczenia). Włożyć do rozgrzanego do 160°C piekarnika i piec około 2 godziny. Można podawać i na ciepło i na zimno. Na ciepło najbardziej smakują mi z pieczonymi ziemniakami i żurawiną, a na zimno z bułeczką i gruszkami w occie. Danie czasochłonne, ale warto. Pycha!


środa, 1 kwietnia 2015

potrawka z kurczaka

A teraz danie z mojego dzieciństwa, zawsze dostawałam je po kłopotach żołądkowych, jako bardzo lekkostrawne i pożywne. W wersji mojej mamy miało jeszcze pokrojoną zieloną pietruszkę, jednak dodaję ją tylko do swojej porcji, skoro mąż nie uznaje niczego zielonego na talerzu. ;)

Składniki na 4 porcje:
4 pałeczki z kurczaka
(lub 8 skrzydełek, lub 1 ćwiartka),
2-3 marchewki,
1 cebula,
1/3 kostki masła,
2-3 łyżki mąki,
sól,
natka pietruszki.


Mięso i marchewkę gotujemy jak na zupę, chociaż prócz marchwi i cebuli nie dodaję innych warzyw, ziela angielskiego ani liścia laurowego. Po ugotowaniu mięso powinno bardzo dobrze odchodzić od kości, więc należy je gotować przynajmniej godzinę. Odcedzamy wywar, który oczywiście w dalszym procesie nam się przyda, więc sugeruję podstawić coś pod sitko. ;) Mięso obieramy i kroimy na mniejsze kawałki, marchew kroimy w kostkę.


Masło rozpuszczamy w garnku, w którym później zmieścimy całą potrawę. Do masła dodajemy mąkę i mieszamy, czyli robimy klasyczną zasmażkę. Kiedy ta zacznie porządnie wrzeć zalewamy ją wywarem i dokładnie mieszamy aż do uzyskania jednolitej konsystencji.


Do zagęszczonego wywaru dodajemy pokrojone mięso i marchewkę.Przed podaniem można również dodać pokrojoną natkę pietruszki - wówczas będzie to dokładnie ten smak, który pamiętam z dzieciństwa. Dla urozmaicenia przed podaniem można dołożyć np. groszek z puszki, choć raczej zamiast pietruszki niż oprócz niej. Podawać z ryżem lub gotowanymi ziemniakami, najlepiej puree. Smacznego!

sobota, 31 stycznia 2015

schab po chłopsku

Kiedyś opowiedział mi o tej potrawie pewien kucharz, któremu z kolei ktoś o niej opowiedział... i tak teraz ja Wam o niej opowiem. Składniki są typowe dla polskiej kuchni, bo prócz mięsa to kapusta kiszona, ogórki kiszone i grzyby. Smak, jedyny w swoim rodzaju, szczególnie polecam miłośnikom zarówno kapusty jak i ogórków kiszonych. Nazwa oczywiście bardzo adekwatna, zwłaszcza przy ostatniej modzie na swojskie, chłopskie smaki.

Składniki na 6 porcji:

0,5 kg schabu bez kości (lub dla zabieganych - 6 plastrów),
300 g kapusty kiszonej,
6 ogórków kiszonych (objętościowo tyle, co kapusty),
1 filiżanka grzybów suszonych lub 200 g świeżych,
1/3 kostki masła,
sól, pieprz,
śmietana do sosu.

Gotowanie zaczyna się już w sklepie, jak już nieraz zapewne pisałam w przypadku mięsa, w tym wypadku od wyboru ładnego kawałka schabu. Najlepiej jak nie jest na żadnej tacce, w siatce czy ładnie zawinięty w folię - zdarza się niestety, że przy tych zabiegach ukrywane są te nomen omen gorsze strony mięsa. Najlepiej jak nam osoba obsługująca pokaże cały kawałek, zwłaszcza od spodu - wówczas możemy ocenić czy dużo będzie z tego mięsa strat. A może nie przeszkadzają Wam te wszystkie błony, zgrubienia itp.? Wówczas macie mniej problemów niż ja. :)


Mięso już kupione, więc możemy zabrać się za farsz: kapustę kiszoną kroimy, wrzucamy na patelnię na rozgrzane masło i smażymy. Ogórki kiszone starte na tarce o dużych oczkach również smażymy na maśle. Grzyby, jeśli używamy suszonych, zalewamy wrzątkiem, po wystudzeniu opłukujemy, szatkujemy i również na masło... Przy grzybach świeżych omijamy oczywiście zalewanie wrzątkiem, za to nie polecam pomijania płukania, bo nic tak koncertowo nie psuje pysznego dania jak zgrzytanie piasku między zębami ;) Łączymy wszystkie trzy smażone składniki farszu i doprawiamy pieprzem. Gwoli wyjaśnienia - smażymy je osobno, bo tak łatwiej się wysmażą, lepiej mieć na patelni mniej dla lepszego smaku.


Schab po opłukaniu i wykrojeniu zbędnych elementów kroimy w plastry, rozbijamy i doprawiamy solą i pieprzem. Na plastry nakładamy farsz, jeśli chcecie możecie do niego dodać jajko i bułkę tartą, ale ja tego nie robię - wówczas nadzienie jest delikatniejsze. Farszu nie wtykamy na siłę całego do schabu - przyda nam się potem do sosu. Jeśli chcecie dodać jajko i bułkę, wówczas odłóżcie część do sosu zanim to zrobicie. Zawijamy schab z nadzieniem jak na zdjęciach i smażymy w garnku lub wysokiej patelni na rozgrzanym maśle.


Każdą roladkę należy przeturlać, żeby ładnie ze wszystkich stron się przysmażyła i jak już wszystkie są rumiane zalewamy wodą (tak do dwóch trzecich wysokości roladek) i 20 minut dusimy pod przykryciem. Po tym czasie roladki wyjmujemy już do podania, a do sosu dodajemy pozostały farsz, zabielamy śmietaną, ewentualnie zagęszczamy mąką i gotowe.

niedziela, 25 stycznia 2015

sałatka z kurczakiem w pomarańczach

Kolejny pomysł na karnawałowe przekąski - sałatka w zasadzie jest banalna, ale za to jej podanie robi dobre wrażenie. A wiadomo, jak potrawa jest ładnie podana to i lepiej smakuje. Skądś się nawet wzięło powiedzenie zjeść wzrokiem, chociaż już o innym jedzeniu tu mowa ;) Oczywiście składniki wszelkich sałatek można dowolnie, zależnie od gustu zmieniać, co jest ich niebywałą zaletą. Poniżej podaję kompozycję, która mi przypadła do gustu.

Składniki na 10-12 porcji sałatki:
4-6 pomarańczek, najlepiej niewielkich,
30-40 dkg kurczaka wędzonego,
1 saszetka ryżu,
garść rodzynek,
puszka kukurydzy,
majonez,
przyprawy (dodałam tylko sól, pieprz i trochę curry),
pęczek zielonej pietruszki.


Gotujemy ryż w osolonej wodzie i zabieramy się za oprawianie pomarańczy: kroimy każdą na pół po czym łyżką oddzielamy miąższ od skórki - tak powstaną miseczki na sałatkę. Miąższ kroimy w kostkę, lub - to dla bardziej ambitnych i cierpliwych - obieramy każdy kawałeczek z białej błonki. To obieranie ma sens jeśli przewidujecie, że sałatka nie zostanie zjedzona od razu i zostanie do następnego dnia - wówczas goryczka z błonek może popsuć smak, to samo zresztą z samą skórką, w której sałatka będzie podana - ona też niestety doda goryczy, więc ewentualnie część, której nie podacie tego dnia lepiej zostawić w misce.



Kolejna czynność to obranie i posiekanie mięsa wędzonego kurczaka, tu w zależności od upodobań można mięso kroić razem ze skórą lub bez niej. Ja nauczyłam się pozbywać wszystkiego, co choć trochę mi podpada, wyrzucam skórę i nawet część mięsa przy samej kości, bo jest przebarwiona. To z pewnością nadgorliwość, z której jednak bardzo cieszy się nasz kot. Jak już mięsko mamy pokrojone a ryż z pewnością gdzieś przy pomarańczach zdążył się ugotować i wystudzić, to mieszamy wszystkie składniki łącznie z posiekaną pietruszką (część można odłożyć do dekoracji) i namoczonymi wcześniej we wrzątku rodzynkami. Nakładamy do miseczek ze skórek pomarańczy, dekorujemy pietruszką i voila!

sobota, 17 stycznia 2015

szynka w sosie cebulowo-musztardowym

Już pewnie nie raz wspominałam, ale nie zaszkodzi i tym razem przypomnieć, że gotowanie zaczynamy już w sklepie przy wyborze odpowiedniego produktu. Szyneczka powinna być chuda, najlepiej jakby nie miała żadnych błon i innych białych paskudztw, jeśli je jednak ma, to należy je wyciąć przed przystąpieniem do kolejnych czynności. Pieczone mięso jest o tyle fajne, że nie wymaga wiele pracy, a jedynie czasu. W trakcie pieczenia możemy zająć się malowaniem paznokci czy sprzątaniem, bo podobno tym kobiety się zajmują, lub mają zajmować;) Jeśli facet gotuje, to oczywiście może sobie w czasie pieczenia odkurzyć samochód ;) Ale do rzeczy...

Składniki na 4-6 porcji:
1 kulka szynki wieprzowej (około 1,5 kg),
1 kg cebuli,
100 g musztardy,
3 łyżki masła,
1 łyżka mąki,
cukier, sól, pieprz, gałka muszkatołowa,
ew. przyprawa "do pieczeni wieprzowej".


Szynkę obsmażyć z przyprawami na 1 łyżce masła, włożyć do naczynia żaroodpornego a następnie zalać patelnię wodą (ok. 1 - 1,5 szkl.) dosolić, zagotować i mieszać tak, aby zabrać z patelni pozostałe po smażeniu przyprawy. Zlać wodę z przyprawami do mięsa i wstawić do piekarnika rozgrzanego do temperatury 150-170 stopni Celsjusza.


Kiedy mięsko się piecze obieramy cebulę i kroimy ją w plastry, posypujemy cukrem i odstawiamy. Po około godzinie od wstawienia mięsa rozpuszczamy na patelni łyżkę masła i dusimy na nim cebulę, koniecznie pod przykryciem, uważając, aby cebulka się nie zrumieniła. Dodajemy musztardę i cały sos, w którym piecze się szynka, mieszamy i zalewamy szynkę do dalszego pieczenia. Od tej pory powinna się piec jeszcze co najmniej półtorej godziny. W zasadzie podobny efekt z sosem można uzyskać jeśli od razu na początku pieczenia wrzuci się surową cebulę i musztardę do wody wokół pieczeni, ja jednak robię po swojemu, choć różnica w smaku pewnie jest ledwo wyczuwalna. Na koniec sos można zagęścić, czyli zrobić na patelni zasmażkę z masła i mąki, i zalać ją sosem spod pieczeni. I na tym koniec, a do obiadu siadamy z umalowanymi paznokciami lub dumą ze świeżo odkurzonego samochodu ;)

niedziela, 12 października 2014

szynka pieczona z ananasem

Taką szynkę pieczoną można podać zarówno na ciepło do obiadu, jak i na zimno jako wędlinę. Pierwszą czynnością powinno być peklowanie - na 1 litr wody użyć 2 łyżek soli peklowej. Mięso najlepiej lekko ponakłuwać szpikulcem, żeby woda z solą peklową mogły wejść głębiej w mięso. Powinno się peklować około 1 doby, choć przy większych kawałkach mięsa może się zdarzyć, że nie całe się zapekluje. Wówczas po przekrojeniu mięso będzie z wierzchu różowiutkie a w środku zwyczajne - lekko szarawe. Oczywiście ten etap możecie pominąć, nie wpływa to szczególnie na smak, a jedynie na wygląd i kruchość pieczeni.


Jeśli mięso było peklowane to już nie należy go solić, jeśli nie - osolić jak zwykłą pieczeń (myślę, że około 1 płaskiej łyżeczki na każdy 1 kg mięsa). Szynkę należy teraz wysmażyć z każdej strony, to zapobiega wysuszaniu pieczeni. Pod koniec smażenia na patelnię dorzucamy poszatkowany ząbek czosnku. Do naczynia żaroodpornego dajemy: kilka plastrów ananasa i cebulę - wszystko pokrojone, dodajemy sos sojowy i ocet balsamiczny (na 1 kg mięsa nie więcej niż 2 łyżki sosu i 1 łyżkę octu), na to kładziemy podsmażoną szynkę a patelnię zalewamy wodą, dosalamy (na wyczucie), zagotowujemy i zalewamy tym mięso w naczyniu do pieczenia. Ananasa można użyć z puszki, choć polecam świeżego - jest o wiele bardziej aromatyczny. Na koniec można dodać trochę majeranku, jak ktoś chce wino też może tu pasować. Pieczemy 2 godziny w temperaturze 150 stopni C, pamiętając, żeby mniej więcej w połowie pieczenia mięso odwrócić.


Takiej pieczeni można użyć od razu, lub pozostawić na jakiś czas w lodówce - schłodzona będzie się fajniej dawała kroić. Na zdjęciu pieczeń krojona na ciepło. Sos mamy już niemal gotowy - cebula i ananas razem z zalewą są jego bazą, należy ją tylko zagęścić. Ja użyłam do tego mączki ziemniaczanej. Krok po kroku: wszystko spod pieczeni wlewamy do garnka (razem z cebulą i ananasem), zagotowujemy i dodajemy do tego wymieszaną w zimnej wodzie mączkę ziemniaczaną. Na około 1 litr sosu trzeba by użyć co najmniej 1 czubatej łyżki mączki ziemniaczanej. Dobra rada: dolewajcie po trochu i mieszając patrzcie na ile sos zgęstnieje, wówczas sami zadecydujecie czy dodawać mączki czy przestać. Pieczeń można podać z ryżem prażonym i raczej słodkawą surówką (np. marchewka z jabłkiem, kapusta pekińska z kukurydzą, pomidor, mizeria). Można też podać pozostałą część ananasa.




poniedziałek, 6 października 2014

Leczo drobiowe

Leczo jest o tyle fajnym daniem, że można je dowolnie zmieniać poprzez dodanie lub odjęcie składnika czy też żonglowanie ich proporcjami. Nie mam pojęcia gdzie kończy się leczo a zaczynają inne dania, niemniej jednak pod tą czy inną nazwą potrawa ta jest łatwa w przyrządzeniu.

Jako bazę mięsną w dzisiejszym leczo proponuję pierś z kurczaka, gdyż to mięso wymaga najkrótszego smażenia, jednak równie dobrze można by użyć wędzonego boczku, ulubionej kiełbasy czy kabanosów.

Składniki: 1 podwójna pierś z kurczaka, 2 cebule, 3 ząbki czosnku, papryka czerwona, papryka żółta, 30-40 dkg pieczarek, koncentrat pomidorowy lub puszka pomidorów bez skóry, sól, pieprz, papryka słodka, masło lub olej. Oczywiście jestem zwolenniczką smażenia takich rzeczy na maśle, najlepiej klarowanym. Mięso należy pokroić w takie kawałki jakie tylko będą się Wam podobały, oczywiście do wielkości kawałków będzie trzeba dostosować czas smażenia.


Pierś przyprawiamy solą, pieprzem i słodką papryką i smażymy, pod koniec dodajemy na patelnię rozdrobniony czosnek (może być w cienkich plastrach lub przeciśnięty przez praskę). Nie można go wrzucić za wcześnie, bo po długim smażeniu mógłby nam zepsuć danie goryczką. Pod koniec wysmażania mięsa dodajemy cebulę, uprzednio obraną, pokrojoną i posypaną odrobiną soli i cukru. Całość smażymy i wrzucamy do garnka. Patelnię można zalać 1/2 szklanki wody, poczekać aż się zagotuje i dolać do garnka, wówczas nie stracimy aromatów z patelni.


Kolejny składnik to pieczarki, również najlepsze smażone na maśle. Po smażeniu można zrobić to samo z wodą. Papryki po umyciu i wyjęciu gniazdek kroimy i dorzucamy do garnka z pozostałymi produktami. Dorzucamy 1 słoiczek koncentratu pomidorowego lub pomidory z puszki (pokrojone), całość doprawiamy solą, pieprzem, papryką i cukrem do smaku. Oczywiście można też dodać zupełnie innych przypraw - to zależy od gustu :D W razie potrzeby dolewamy wody i dusimy całość pod przykryciem około 20 minut. Smacznego.


biała kiełbasa własnej roboty

Tych, którzy obawiają się robienia własnych kiełbas muszę uspokoić: to nic trudnego, wystarczy kilka wskazówek, dobry przepis lub wyczucie i można śmiało zabrać się za robienie własnych kiełbas. Z wędzeniem może być trudniej, bo do tego jeszcze trzeba mieć warunki i sprzęt. Biała jest jednak bardzo niewymagającą sprzętu kiełbasą, dlatego od niej warto zacząć.

Mięso (w tym wypadku wieprzowe) przygotujmy w takich oto proporcjach: 1-1,2 kg szynki, 0,8 kg łopatki, 0,6 kg karkówki, 0,4 kg tłustego boczku. Oczywiście proporcje możecie sobie dowolnie zmieniać, możecie dać samą szynkę i boczek, albo samą karkówkę - w zależności od mieszanki wyjdzie Wam inna kiełbasa.



Z każdego kawałka mięsa wykroić ewentualne ścięgna i inne "śmieci" - ja usuwam nawet błony. Szynkę pokroić w drobną kostkę (sześciany o boku 1 cm lub mniej), pozostałe mięsa zmielić na małych oczkach. Do takiego mięsa należy dodać ok. 2 główki drobno posiekanego czosnku, 10 g majeranku, 3 łyżki soli, 2 łyżki pieprzu, 1 łyżkę soli peklowej i ok. 0,3 litra schłodzonej wody. Wszystko dokładnie mieszamy i już w zasadzie kiełbasa byłaby gotowa, gdyby nie konieczność wrzucenia jej we flaki.


Tu zaczynają się schody - zwłaszcza dla tych, którzy nie mają, jak ja, specjalnej końcówki przy maszynce do mielenia. Tak czy inaczej flak (dostępny w swojskich sklepach mięsnych, masarniach, ubojniach, na targach - to po prostu jelita) należy najpierw wymoczyć we wrzątku. Następnie taki flak zakładamy na końcówkę do kiełbas (lub jak w moim przypadku dopasowaną do maszynki obciętą butelkę po jogurcie pitnym) zostawiając luzem ok 10 cm i powoli wkładamy do maszynki przygotowane mięso jednocześnie kręcąc i równomiernie dokładając, żeby nie pompować do flaka powietrza. Flak należy przytrzymywać i kontrolować jego zsuwanie się z końcówki. Uwaga - w maszynce nie należy mieć sitka i ostrza, bo to nam po pierwsze spowolni pracę a po drugie niepotrzebnie jeszcze poszatkuje mięso. Oczywiście pierwsze kiełbasy wyjdą krzywo, tym się nie przejmujcie, w smaku to nie przeszkadza :D Jeśli okaże się, że nie macie cierpliwości do flaków można tak przygotowane mięso upiec w formie lub np. zrobić pulpety a na nich żurek :)

wtorek, 29 października 2013

Zawijańce z szynki z ziołami

Kolejny z moich eksperymentów kulinarnych zakończył się powodzeniem. Co prawda wydawać by się mogło, że zawijańce wymagają mnóstwa pracy, jednak śmiało mogę powiedzieć, że nie są aż tak pracochłonne. Raczej wymagają wstępnych przygotowań, co oznacza, że trzeba im poświęcić czas w przeddzień podania.

Podstawą potrawy jest szynka, najlepiej tzw. kulka, niezbyt tłusta, którą należy pokroić w plastry w poprzek włókien i rozbić. Potrzebne nam będą dość duże kawałki, żeby późniejsze nadzienie nam nie uciekało. Rozbite mięso smaruję zalewą: serek tartare ziołowy (lub inny, jaki sobie chcecie) wymieszany z rozdrobnionym ząbkiem czosnku, połową szklanki śmietany i 2 łyżkami maggi/sosu sojowego. Mięso musi teraz swoje odleżeć, najlepiej dobę (można ew. skrócić czas, ale min. niech to będą 4 godziny).


Następnego dnia zawijamy "zrazy" wkładając do środka plaster boczku wędzonego, kawałek mozarelli i łyżeczkę serka (użytego wcześniej do zalewy). Nie trzeba ich niczym związywać, zalewa będzie stanowiła coś w rodzaju kleju :)
 
Zawijańce należy teraz obsmażyć, ułożyć w naczyniu żaroodpornym i piec 2 godziny w temperaturze 150 stopni. Jedzonko się robi, a my mamy czas na przyjemności :)


Z tego, co wypłynie z zawijańców możemy oczywiście zrobić sos, wlewając go na zasmażkę. A zasmażka, dla niewtajemniczonych, to: rozpuszczone na patelni masło do którego dodajemy mąkę pszenną i mieszamy. Zasmażkę możemy zalewać czym tylko chcemy, choć płyny spod pieczonych mięs są najlepsze. Można taki sos zabielić jeszcze śmietaną, doprawić i gotowe.

wtorek, 24 września 2013

rolada z boczku

Zazwyczaj robiłam ją na święta, ale ostatnio króluje na naszym nie tylko świątecznym stole. Boczek jest pyszny na zimno - do kanapek. Najlepiej komponuje się z ćwikłą lub chrzanem. Przed zimą podobno należy zgromadzić w organizmie nieco większą ilość tłuszczu, niż normalnie, więc mamy też wytłumaczenie przed lustrem ;)

Pierwszy krok to oczywiście wybór ładnego płata boczku surowego (nie wędzonego). Z moich doświadczeń wynika, że nie należy kupować już zrolowanych w sklepie kawałków - może się bowiem w środku kryć coś niepożądanego:) Boczek oczywiście powinien zawierać przewagę warstw mięsa nad tłuszczem no i oczywiście sam kawałek musi dać się zrolować, czyli przypominać raczej kwadrat. Ewentualne chrząstki, kostki i skórę należy usunąć.


Dla uzyskania efektu różowego mięsa należy boczek zapeklować. Ten proces możecie oczywiście pominąć, bo w smaku nie ma różnicy lub jest bardzo niewielka. Chodzi tu wyłącznie o walory estetyczne:) W wodzie (ja używam z kranu, ale oceńcie sami czy macie dobrą wodę) rozpuszczam sól peklową (około 2 płaskie łyżki na 1 litr) i wkładam do niej mięso. Przykrywam i wkładam na dobę do lodówki. Należy pamiętać, aby mięso nie wystawało z tej wody, dlatego ważny jest dobór odpowiedniego naczynia do peklowania.


Po peklowaniu mięso lekko opłukuję, kładę na desce i z wewnętrznej strony (tam, gdzie widać więcej mięsa) smaruję mieszanką przypraw: musztardą, majerankiem i rozdrobnionym czosnkiem, następnie roladę zawijam przyprawami do wewnątrz i sznuruję lub wkładam do specjalnej siatki do pieczenia. Siatki takie można czasem dostać w pasmanteriach, kupuje się je na metry :) Jeśli omijaliście etap peklowania, to przed posmarowaniem boczku przyprawami należy go dobrze posolić.


Większość pracy za nami. Teraz należy obsmażyć roladę na oleju, umieścić w naczyniu żaroodpornym i upiec. Można patelnię po smażeniu zalać ok 1 szkl. wody, lekko osolić i dodać do pieczeni a w połowie pieczenia odwrócić mięso. Zawsze mięsa piekę długo, za to w temperaturach około 150-170 stopni. Tę roladę piekłam 3 godziny. Po wystudzeniu należy ją umieścić w lodówce i kroić na kanapki dopiero po porządnym schłodzeniu. Smacznego!

niedziela, 16 czerwca 2013

Gołąbki

Mmmm gołąbki też należą do moich przysmaków. Ciekawa jestem jak u Was robi się nadzienie. U mnie w domu zawsze do mięsa dodawało się ryżu. Być może początkowo dodawało się go z przyczyn bardzo prozaicznych, jednak z czasem po prostu takie były najsmaczniejsze. Słyszałam jednak i dość kategoryczną opinię, że ryż dodawano na ubogich wsiach, a najlepsze są z czystym mięsem. No i co z tego, ze na wsiach? A co złego jest w cudownych smakach wsi? Ja w każdym razie robię z ryżem, bo tak smakują mi najbardziej :D

Kapustka, najlepiej młoda - czyli teraz jest świetny moment na robienie gołąbków. Mięso - wieprzowe, najlepiej łopatka czy karkówka, żeby nie było całkiem pozbawione tłuszczu. Proporcje podam może od dziwnej, ale bardzo uzasadnionej strony: na 2 saszetki ryżu daję około 1 kg mięsa, 1 cebulę, 2 jajka, 2-3 czubate łyżki bułki tartej (lub suchą bułkę moczoną w mleku), sól i pieprz do smaku. Nie daję żadnych innych przypraw, aby było czuć smak gołąbków.


Kapustę sparzam, wykrawając wcześniej głąba, aby łatwiej odchodziły liście. Kiedyś gotowałam długo całą główkę, a to błąd - do osolonego wrzątku wrzucam główkę na najwyżej kilka minut, wyciągam, odrywam kilka zewnętrznych liści i czynność powtarzam aż uzyskam żądaną liczbę liści lub skończy się główka. Nie wylewam wywaru, tylko wyściełam garnek najmniejszymi i podartymi liśćmi, żeby na nich ułożyć gołąbki do gotowania.


Zmielone mięso mieszam z pozostałymi składnikami farszu po czym zawijam je w liście kapusty. Pomiędzy poukładane w garnku gołąbki wykładam koncentrat pomidorowy (2 słoiki), przykrywam gołąbki liśćmi, jeśli jakieś zostały i gotuję co najmniej 2 godziny, na malutkim ogniu. Pamiętajmy, aby gołąbki były przykryte sosem - należy je układać w garnku dość ściśle. Nie ma potrzeby odwracania ich podczas gotowania - można jedynie poruszać samym garnkiem. Podawać - z czym chcecie! Ja uwielbiam z ziemniakami puree!

niedziela, 2 września 2012

pasztet domowy

Lubicie zapewne domowy pasztet, zwłaszcza świeżo upieczony, z chrupiącą skórką. Najlepiej smakuje na chrupiącej bułeczce z masłem. W zasadzie zrobienie takiego domowego pasztetu to żadna filozofia, a o ile jest lepszy od kupnego! Mamy też wpływ na to, co zawiera, bo jak wiadomo czasem w przetworach mięsnych mięsa niezbyt wiele :))

Nie obejdzie się bez wizyty w mięsnym: do pasztetu należy kupić 3 rodzaje mięsa: szynkę, karkówkę lub łopatkę, świeży boczek i wątróbkę. Od proporcji mięs zależy tak na prawdę ostateczny smak pasztetu. Mama mnie uczyła robić pasztet z równych części mięs. Jeśli jednak, jak ja, nie przepadacie za wątróbką - dajcie jej mniej i raczej drobiowej niż wieprzowej. Jeśli chcecie aby pasztet dawał się rozsmarować - dodajcie więcej boczku. Ja robię pasztet w proporcjach takich:  szynka 2, boczek 2, wątróbka 1. Można też dać po prostu samo tłuste mięso, jak łopatka czy biodrówka, ale wówczas pasztet może się okazać zbyt suchy.



Mięso należy ugotować z włoszczyzną, solą, pieprzem, zielem angielskim i liściem laurowym - dokładnie jak na wywar (przez 1,5-2 godziny), następnie wystudzone mięso zmielić. Doprawiamy pasztet solą (jeśli potrzeba), pieprzem, gałką muszkatołową (około 1 płaskiej łyżeczki na każdy kilogram mięsa), dodajemy jajko (jedno na każdy kilogram), bułkę tartą (czubata łyżka na każdy kilogram) i część wywaru (1 szklanka na każdy kilogram mięsa). Całość mieszamy i wkładamy do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą blaszki. Pasztet należy piec w temperaturze 150 stopni C przez około 2,5 godziny - ale sami zobaczycie po kolorze skórki, kiedy będzie już gotowy. Pasztet bardzo dobrze nadaje się do mrożenia - po rozmrożeniu można go przez chwilę podpiec i jest jak świeży. Smacznego!